Blog agencji interaktywnej NetArch

 
20.22, 30 Styczeń, 2009
 
  Czy użyteczne serwisy to nudne serwisy?

Użyteczność zabija kreatywność

Zagłębiając się w bardzo popularne ostatnio pojęcie użyteczności serwisów internetowych, coraz częściej natrafiam na opinie, że webusability czy też zasady tworzenia użytecznych serwisów www powodują, że stają się one po prostu nudne. Wszystkie serwisy (te na poziomie) powstają na filarach tych samych oklepanych heurystyk, według tych samych zasad. Użytkownicy Internetu często twierdzą, że użyteczność zabija kreatywność, różnorodność i indywidualność serwisów internetowych.

Oklepane standardy

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że powyższa teza ma sens. Jeśli spojrzymy na podstawowe zasady budowania użytecznych serwisów możemy odczuć, że projektanci mają rzeczywiście małe pole do popisu na tym gruncie. Powoduje to, że przeglądając zasoby Internetu co chwilę natykamy się na oklepane standardy: klikalne logo w lewym górnym rogu, wyszukiwarka po prawej stronie, menu górne – ewentualnie z lewej strony, czcionka w kontraście z tłem, brak intro (nareszcie!), itd. Te wszystkie zasady sprawiają, że projekty serwisów już nie powstają z wizją, ale są wariacjami możliwych posunięć i opcji z minimalnymi odchyleniami od normy.

Przede wszystkim: łatwo i szybko

Z drugiej jednak strony, dzięki tym zasadom użytkownicy Internetu nie muszą być w każdym serwisie prowadzeni za ręce. Również dzięki tym zasadom, dokonanie zakupu w jednym sklepie internetowym spowoduje, że zakupy w 100 innych nie sprawia nam kłopotu. Także dzięki nim, coraz szybciej odnajdujemy wyszukiwane przez nas informacje w serwisach, które widzimy po raz pierwszy w życiu. I o to właśnie w tym wszystkim chodzi. Dlatego ja, osobiście skłaniam się przeciwko tezie, że użyteczność wspiera produkcje nudnych serwisów. Nawet jeżeli po części tak jest, to dlatego, że takie właśnie jest zadanie webusability.

Serwisy nie muszą być efektowne, mają być efektywne

Nie wszystkie strony www muszą być prawdziwymi dziełami sztuki, nie wszystkie służą do tego, aby je podziwiać. Wręcz przeciwnie. Serwisy nie muszą być efektowne (użyteczność jednak tego nie wyklucza), ale mają być efektywne. Przecież w Internecie możemy znaleźć mnóstwo niestandardowych, przeładowanych animacjami Flash, filmami, animacjami 3d stron internetowych. Ale te serwisy traktowałbym bardziej wizerunkowo niż w aspektach użyteczności. Rozpatrywałbym je w aspekcie sztuki, gdzie nie ważna jest treść ważny jest przekaz, wywoływanie emocji, podziwu. Jeżeli ktoś chce poczekać 60 sekund aż załaduje się fajna strona Flash to proszę bardzo, tylko pewnie taki użytkownik zrobi to, aby zobaczyć efektowne animacje, nietuzinkowy pomysł na kreacje. On nie oczekuje ciekawych treści, do których będzie powracał kilka razy tygodniu. Zasady użyteczności mają przywiązywać użytkowników do konkretnego serwisu, sprawiać że będą oni do niego powracali, automatycznie korzystali z oferowanych w serwisie usług, bezproblemowo dokonywali zakupów, w jednej chwili odnajdywali informacje.

Bo chodzi o ergonomię

Pisząc o webusability, dla przykładu, chciałbym się odnieść do branży motoryzacyjnej, w której użyteczność i ergonomia są o wiele ważniejsze niż w dość młodej branży internetowej. Przecież ktoś mógłby powiedzieć, że wszystkie samochody są nudne. Prawie każdy ma cztery koła, kierownice, silnik i drzwi, a do tego większość samochodów ma je w tym samym miejscu. Czy to oznacza, że wszystkie samochody są nudne. NIE. Wręcz przeciwnie, pewne modele są uwielbiane. Ludzie przywiązują się do konkretnych marek, mimo że samochód konkurencji różni się jedynie szczegółami. To dzięki użyteczności na co dzień mogę jeździć własnym samochodem, ale przesiadając się na samochód służbowy lub znajomego jazda nim nie sprawi mi żadnego kłopotu. I o to właśnie chodzi w użyteczności.

Użyteczność nie jest nudą

Dlatego też nie warto przychylać się do tezy, że użyteczność jest nudna. Każdy ma prawo krytykować, ale należy przy tym pamiętać o co w tym wszystkim chodzi. Zadaniem użytecznych serwisów nie jest przede wszystkim zachwycać użytkownika, ale mu pomagać (ewentualnie nie przeszkadzać). Oczywiście w tym wszystkim pomaga ładny i elegancki projekt graficzny. I w tej kwestii pozostaje olbrzymie pole do popisu dla zdolnych grafików/webdesignerów.


Sebastian Suma
 
 
 
 
 
Łukasz Plutecki napisał(a):

Uważam, że wypowiedź trochę bez sensu. Nie spotkałem się z jakimś psioczeniem klientów, że użyteczność nie ma sensu.

Według mnie „architektura informacji” i „użyteczność” to pojęcia, do których można się odwołać, i jeśli argumenty są racjonalne, przeforsować pewne rozwiązania.

Natomiast dyskusja na temat tego, że architektura informacji czy użyteczność zabija kreatywnosć jest bez sensu. To tak jakby powiedzieć, że budowanie domów z podziałem na piętra, drzwiami i oknami zabija kreatywność lub że ponieważ samochody muszą mieć koła, kierowce i kierownicę, to desingerzy są pozbawieni wolności twórczej.

Są spore serwisy – chociażby design boom (http://www.designboom.com/eng/), które nie są sztampowe i jednocześnie w użyteczne.

Lepiej zrób analizę użytecznosći desing boom i pokaż, że się myle :P

 
Sebastian Suma napisał(a):

//Uważam, że wypowiedź trochę bez sensu. Nie spotkałem się z jakimś psioczeniem klientów, że użyteczność nie ma sensu.

Nie napisałem że użytecznośc nie ma sensu, tylko że spotakałem się z uwagami jakoby zasady użyteczności zabijały kreatywność. Jeżeli kiedyś postanowisz zagłębić się w temat webusability napewno natrafisz na taką tezę, gdyż jest to jeden z bardziej znanych mitów dotyczących tej dziedziny.

Tak czy inaczej cieszę sie, zę sie ze mna zgadzasz. Ja też nie uważam aby zasady użyteczności zabijały kreatywność, jednak ciężko sie nie zgodzić, że funkcje użytkowe serwisu nakładają na designerów pewne ograniczenia.

 
Łukasz Plutecki napisał(a):

Myśle, że takie argumenty (że użyteczność krępuje) to śpiewka zeszłej dekady i argument początkujących grafików.

Wyszperałem wypowiedź Jacka Opalucha (art dajrektor K2), których chyba dość dobrze to ujmuje:
„Zanim napiszę cokolwiek więcej, muszę zaznaczyć, że stety albo niestety funkcjonujemy w dość dziwnym kontinuum, które jest nazywane światem reklamy. Miejsce to zakrzywia przestrzeń, deformuje pojęcia i jest na tyle rozmyte i niedookreślne, że nie da się postawić precyzyjnej granicy pomiędzy sztuką, rzemiosłem, innowacją czy plagiatem. Z jednej strony jesteśmy czysto usługowymi warsztatami – z drugiej, na szczęście – musimy mieć pomysły. Efektem tego jest to, że kryteria oceny projektu nie mogą się sprowadzać jedynie do wartości “ładności” kreacji. Jakby nie było, o tym, czy projekt jest dobry decyduje też ilość wniosków kredytowych spływających przez formularze, które zaprojektujemy…”

Co jeśli dobrze rozumiem, oznacza że ważniejsze jest to żeby działało, niż to żeby było pięknie. Całość wypowiedzi tutaj:
http://seventhmodel.com/blog/2007/12/20/co-to-znaczy-dobry-projekt/

Poza tym design u źródła, to jednak wygoda. Designerzy nie tylko mają zrobić ładne krzesło, ale przede wszystkim wygodne i ergonomiczne. Podobnie graficy webowi.

 
Maciej Adamów napisał(a):

// Myślę, że takie argumenty (że użyteczność krępuje) to śpiewka zeszłej dekady i argument początkujących grafików.

Zgadzam się z tym, że zabijanie kreatywności przez użyteczność jest mitem stworzonym przez początkujących grafików. Zgadzam się też z tym, że mit ten powoli umiera. O tym, że poważni ludzie związani z tworzeniem serwisów internetowych użyteczności nie bagatelizują świadczy tempo rozwijania się metod testów, agencji przeprowadzających audyty, wydatków ponoszonych na
badania itp.

Kłopot jednak w tym, że owi początkujący graficy, którzy w odchodzeniu od sprawdzonych reguł upatrują dla siebie szansy zaistnienia i zyskania podziwu, decydują o bardzo dużej części WWW w ogóle. Znajomość HTML i dostępność hostingu jest tak duża, że stronę może zrobić dziś każdy. Dochodzi fakt, iż ten “każdy” zrobi ją taniej, niż wyspecjalizowana firma i projektant świadomy problematyki ergonomii w Sieci. Dlatego wydaje mi się, że użyteczność nie zawładnęła jeszcze Internetem i że nie zrobi tego nawet jutro. W tym sensie zgadzam się z Sebastianem.

Wydaje mi się, że usability coraz mocniej polaryzuje rzeczywistość WWW – z jednej strony mamy ludzi, którzy z użytecznością się zetknęli, rozumieją jej zasadność i starają się tworzyć serwisy w jej duchu, z drugiej początkujących webmasterów zaśmiecających Sieć bezwartościową treścią w towarzystwie nieprzemyślanej formy. Ludzi, którzy zetknęli się z użytecznością, ale świadomie z nią walczą, raczej moim zdaniem ubywa.

 
Piotr napisał(a):

A ja nie uważam, że krzesło musi być wygodne. Są sytuacje, kiedy z racjonalnych względów nie powinno! Wszystko jest kwestią celu, a design jest dobrze albo źle dobranym środkiem do tego celu. Piękno, użyteczność, wygoda, trwałość, ekologia, nowatorstwo i masa innych rzeczy może składać się na cel. Ważne chyba, żeby wiedzieć czego się chce. Wtedy nawet krzesło z animowanym intro może być OK. Dlatego nudą może wiać tylko od strony projektanta, nie od zasad.

 
Łukasz Plutecki napisał(a):

@Piotr

Oczywiście, jeśli designer zna kanony i zasady projektowania. Jeśli decyduje się je złamać – świaodmi i w uzgodnieniu z klientem. Jeśli informuje klienta o zagrożeniach to zupełnie inna sytuacja.

Ja jednak (i wydaje mi sie, iż Maciek też) uważam, że wielu grafików po prostu nie pofatygowało się żeby poznać zasady (mniej lub bardziej dojrzałe) projektowania stron/serwisów internetowych.

Innymi słowy – jak Lambo projektuje samochód, to zakłada że nie zaparkuje na krawężniku i nie będzie to samochód rodzinny. Jak daewoo projektuje Lanosa to zakłada, ze poruszać się nim będzie dość często rodzina.

Oczywiście Lanos moze być brzydki, a może być ładny.

 
Zostaw komentarz